Lista CERT dla MikroTika ma 70 domen ze 126 tysięcy. Włączyłem pełną – adlist w RouterOS

Lista CERT na MikroTiku wydaje się sprawą jednego pliku, bo CERT Polska przygotował gotowy plik specjalnie dla tych routerów. W dniu nagrania (12.10.2026) ten plik miał 70 domen, a pełna lista ostrzeżeń – ponad 126 tysięcy, więc router z takim plikiem blokuje tylko domeny z ostatnich godzin. Dlatego włączyłem pełną listę przez adlist, funkcję wbudowaną w RouterOS. Sprawdziłem, czy router naprawdę blokuje domeny z listy, ile pamięci to kosztuje, czy da się ustalić, który komputer próbował wejść na stronę wyłudzającą dane, i czego router nie potrafi.

Artykuł towarzyszy filmowi na moim kanale YouTube. Wszystko sprawdziłem we własnej sieci domowej – w filmie kolejne kroki widać na ekranie, a tutaj porządkuję pojęcia, liczby i decyzje, do których warto wrócić. Pomiary są moje. Lista CERT ciągle się zmienia, więc przy liczbach, które od niej zależą, podaję, kiedy je zmierzyłem.

Lista Ostrzeżeń CERT i filtr DNS po ludzku

Kiedy wpisujesz w przeglądarce nazwę strony, komputer najpierw pyta serwer DNS – coś w rodzaju książki telefonicznej internetu: podajesz nazwę, dostajesz adres. Filtr DNS to taka książka, w której przy groźnych nazwach ktoś postawił stempel „nie łącz”. Pytasz o fałszywą stronę banku, a dostajesz adres donikąd albo adres strony ostrzegawczej, więc do strony oszustów w ogóle nie dochodzisz.

Listę groźnych nazw prowadzi CERT Polska – zespół, który w Polsce zajmuje się zgłoszeniami oszustw i ataków w internecie. Listę Ostrzeżeń publikuje za darmo, w kilkunastu formatach. Są na niej domeny wyłudzające dane, fałszywe sklepy i fałszywe inwestycje. CERT dopisuje nowe domeny przez cały dzień, a wpis żyje na liście pół roku.

W teście interesowały mnie dwie rzeczy: jak zablokować fałszywą stronę, zanim ktoś w firmie kliknie w link, i jak potem ustalić, kto kliknął.

Filtr DNS a NIS2 i ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa – uczciwie

To drugi odcinek, który na moim kanale dotyka NIS2. Poprzedni był o kopiach zapasowych serwera SQL i opisałem go w artykule SQL Server Backup na Proxmox – 10 nocy zerwanych kopii, a restore zielony z danymi sprzed 68 h.

CERT prowadzi listę groźnych stron, więc łatwo założyć, że przepisy każą firmom z niej korzystać. Tak nie jest: ani dyrektywa NIS2, ani polska ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa nie każą wprost włączyć listy CERT na routerze. Wymagają za to obsługi incydentów, czyli ustalenia, co się stało, i ograniczenia skutków. Żeby ustalić, który komputer kliknął, potrzebujesz zapisu, kto o co pytał – to praktyczny wniosek, a nie treść przepisu.

Z operatorem internetu jest podobnie. Ustawa o zwalczaniu nadużyć w komunikacji elektronicznej pozwala operatorom blokować takie domeny, ale do tego ich nie zmusza.

Punkt wyjścia: router, dwa warunki i czego nie ruszam

Testowałem w domowej sieci za routerem MikroTik LAMP. Po testach u klienta, które opisałem w artykule o internecie 5G dla firmy poza miastem, kupiłem taki sam do domu. Ma pół gigabajta pamięci, a w dniu testu pracował na RouterOS 7.24.

Zanim router zacznie cokolwiek filtrować, muszą być spełnione dwa warunki. Jeśli któregoś brakuje, reszta tego tekstu nic Ci nie da.

Pierwszy warunek: urządzenia muszą o nazwy stron pytać właśnie router. Kiedy telefon łączy się z Wi-Fi, router nadaje mu adres (tym zajmuje się usługa DHCP) i przy okazji mówi: „o nazwy stron pytaj mnie”. W ustawieniach DHCP na routerze, w kolumnie DNS-SERVER, router powinien wskazywać sam na siebie.

Drugi warunek: router musi odpowiadać na pytania z sieci lokalnej, czyli ustawienie allow-remote-requests ma wartość yes.

Świadomie pomijam trzy tematy. Pierwszy to starsze wersje RouterOS bez wbudowanego blokowania z listy. Drugi to blokowanie reklam – działa tak samo, tylko z inną listą. Trzeci to przeglądarki z szyfrowanym DNS, które omijają router; pod koniec pokazuję tylko, jak łatwo to zrobić.

Odcinek miał też porównywać router z Pi-hole, darmowym programem na osobny mały komputer albo maszynę wirtualną. W trakcie testów wyszło jednak, że Pi-hole od ręki pamięta, które urządzenie o co pytało, więc dostaje własny odcinek.

Gotowy plik .rsc dla MikroTika: 4 KB, około 70 domen, ostatnie godziny

CERT publikuje listę także jako gotowy plik dla MikroTika (domains_mikrotik.rsc) z poleceniami, które mają dopisać domeny do routera. Na stronie CERT jest dopisek, że plik jest ograniczony do czterech kilobajtów. Mieści się w nich około 70 wpisów, a dokładna liczba zależy od długości nazw.

Z jakiego okresu są te wpisy, policzyłem pierwszy raz 10 października 2026: w pliku były domeny dodane w ciągu ostatnich 5 godzin. W drugim pomiarze, kilkanaście dni później, plik obejmował niewiele ponad godzinę – 1 h 12 min. Im szybciej CERT dopisuje domeny, tym krótszy ten okres.

Tymczasem wpis na pełnej liście żyje pół roku. Gotowy plik to więc ostatnie godziny z sześciu miesięcy i jako jedyna ochrona daje tylko pozorne bezpieczeństwo.

Do tego u mnie plik nie zadziałał. Router zgłosił błąd już przy pierwszym poleceniu – „bad command name add (line 2 column 1)” – i niczego nie dopisał, bo w pliku brakuje linijki, która mówi, czego te polecenia dotyczą. Sam CERT w instrukcji dla MikroTika tego pliku nie używa i każe wziąć pełną listę odświeżaną co 5 minut.

Lista CERT na MikroTiku – gotowy plik .rsc obejmuje tylko domeny z ostatnich godzin

Sprawdź operatora, zanim cokolwiek włączysz

Pełną listę CERT publikuje między innymi jako zwykły plik tekstowy (domains.txt): jedna domena w wierszu, alfabetycznie. Do testów wziąłem dwie domeny z samego końca pliku. Koniec pliku to jednak koniec alfabetu, a nie najnowsze wpisy.

Zanim cokolwiek włączyłem, zapytałem router o pierwszą z nich poleceniem nslookup, które pyta o adres tak samo jak przeglądarka, tylko pokazuje odpowiedź. Spodziewałem się adresu serwera, na którym stoi ta strona, a dostałem trzy adresy strony ostrzegawczej CERT. Pod pierwszym była czerwona strona ostrzegawcza. Router przekazuje pytania do serwera DNS operatora (firmy, od której mam internet) i to operator podmienił odpowiedź.

To jeszcze nie koniec tematu, z trzech powodów. Pierwszy: filtr operatora działa tylko dla urządzeń, które pytają jego DNS – wystarczy inna „książka telefoniczna” wpisana w laptopie. Drugi: to dobra praktyka operatora, a nie obowiązek, więc u innego operatora albo na innym łączu w firmie blokady może nie być. Trzeci: operator nie wie, który komputer w Twojej sieci pytał, bo widzi tylko Twój router.

Swojego operatora sprawdzisz w dwóch krokach. Otwórz w przeglądarce pełną listę CERT, przewiń na sam dół i skopiuj ostatnią domenę. Potem wpisz w terminalu polecenie nslookup, a po spacji wklej tę domenę:

nslookup <domena-z-listy>

Adres zaczynający się od 195.187.6 oznacza, że operator filtruje listę CERT, a inny adres – że nie filtruje. Brak adresu znaczy, że domena mogła już przestać działać, więc weź inną z listy. Zrób to przed włączeniem filtra na routerze, bo potem router odpowiada sam i nie zobaczysz, co robi operator.

Własny filtr i tak warto mieć. Ochrona nie powinna zależeć od tego, co akurat robi operator, a jego filtr nie powie Ci, kto kliknął.

Sprawdzenie operatora przed włączeniem listy CERT na MikroTiku – strona ostrzegawcza CERT zamiast fałszywej strony

Pełna lista CERT na routerze: adlist krok po kroku według instrukcji CERT

CERT ma własną instrukcję dla MikroTika i zrobiłem dokładnie to, co w niej jest. Od wersji 7.15 RouterOS ma wbudowaną funkcję adlist: router sam pobiera plik z listą domen i na pytania o nie odpowiada adresem donikąd. Nazwa pochodzi od reklam („ad” to po angielsku reklama), ale lista może być dowolna.

Certyfikat. Router pobiera listę szyfrowanym połączeniem, tak jak przeglądarka otwiera stronę banku. Szyfrowanie chroni przed podsłuchem, ale nie mówi, z kim rozmawiasz. Od tego jest certyfikat, czyli dowód osobisty serwera z pieczątką urzędu certyfikacji. Router sprawdza tę pieczątkę, żeby oszust nie podsunął mu fałszywej listy – na przykład bez tej jednej domeny, na którą chce Cię zwabić.

Serwer CERT ma certyfikat od urzędu DigiCert, więc według instrukcji trzeba pobrać certyfikat główny tego urzędu – wzór jego pieczątki – i dopisać go do routera jako zaufany. Zrobiłem tak, jak każe instrukcja CERT. Plik jest mały, około 1 kB, a router zaimportował z niego jeden certyfikat: DigiCert Global Root G2, zaufany, ważny do stycznia 2038 roku. Ten krok robisz raz na wiele lat.

Pamięć podręczna. Router trzyma znane odpowiedzi w pamięci podręcznej i tam trafia cała lista, więc musi się zmieścić. Domyślny limit pamięci podręcznej to 2 MB, a lista potrzebuje kilka razy więcej – CERT zaleca limit 50 MB.

Odświeżanie. Skrypt to polecenie zapisane w routerze pod nazwą – tu jedno: „pobierz listę od nowa”. Harmonogram to cykliczne zadanie, które uruchamia ten skrypt co 5 minut. CERT dopisuje domeny przez cały dzień i wymaga właśnie takiego odświeżania, więc fałszywa strona jest blokowana kilka minut po trafieniu na listę.

Lista. Na koniec wskazałem routerowi, skąd ma brać listę CERT:

/ip dns adlist add url="https://hole.cert.pl/domains/v2/domains_hosts.txt"

Po kilkunastu sekundach licznik nazw pokazał ponad 126 tysięcy (12.10.2026) – nie siedemdziesiąt. W kolumnie SSL Verify stało „yes”, czyli router sprawdza pieczątkę. W instrukcji CERT to samo polecenie jest zapisane z ukośnikami zamiast spacji.

Potem się pomyliłem: chciałem zobaczyć statystyki, wpisałem print stats, a router odpowiedział, że to zły parametr. Takiej opcji nie ma, a liczbę wczytanych nazw i trafień pokazuje print detail.

Druga testowa domena dostała od routera 0.0.0.0 – umowny adres donikąd, a nie adres strony ostrzegawczej. Licznik trafień: jeden. Licznik nazw był po 5 minutach o pięć mniejszy, bo harmonogram pierwszy raz pobrał listę od nowa. Lista żyje, dlatego plik wgrany raz nie wystarczy.

Polecenia do certyfikatu, pamięci podręcznej i harmonogramu są w publicznej instrukcji CERT. W pliku PDF na Patronite zebrałem je z wartościami z odcinka i ze sprawdzeniem wyniku po każdym kroku – w materiałach do odcinka już od 4 zł miesięcznie.

Adlist w RouterOS i certyfikat DigiCert – router sprawdza pieczątkę serwera, z którego pobiera listę CERT

Ile to kosztuje: pamięć, procesor, pamięć flash

Po włączeniu listy (12.10.2026) ubyło około 12 MB wolnej pamięci operacyjnej z pół gigabajta, a sama pamięć podręczna urosła z prawie zera do około 9 MB. CERT podaje, że lista zajmuje około 30 MB, a u mnie zajęła mniej więcej jedną trzecią tego. Limit 50 MB zostawiłem z zapasem, bo lista raz rośnie, raz maleje, a jeśli się nie zmieści, router nie wczyta jej całej.

Obciążenie procesora: zero, najwyżej jeden procent. Przy odświeżaniu na moment skacze do połowy i po kilku sekundach wraca do zera.

Sprawdziłem też pamięć flash, czyli trwałą pamięć routera: to, co w niej zapisane, zostaje po restarcie, ale przyjmie ona ograniczoną liczbę zapisów. Przez ponad dwie doby harmonogram uruchomił skrypt ponad 600 razy, a router zapisał w tym czasie do pamięci flash mniej niż przy samym pierwszym pobraniu listy. Pobraną listę zapisuje raz, a kolejne odświeżenia jej nie nadpisują.

Lista CERT na MikroTiku odświeżana co 5 minut – koszt pamięci, procesora i pamięci flash

Czego adlist nie potrafi: „www” i strona ostrzegawcza CERT

Nazwa z „www” na początku to dla człowieka ta sama strona, a dla filtra inna nazwa, tak zwana subdomena. Dokumentacja MikroTika mówi wprost: „Only the exact name is blocked, not its subdomains”, czyli blokowana jest tylko dokładna nazwa, a nie jej subdomeny.

Sprawdziłem to na jednej domenie z listy, w tej samej chwili, z „www” i bez. Sama domena dostała 0.0.0.0, a wersja z „www” przeszła przez mój router i zatrzymał ją dopiero operator. Gdyby operator nie filtrował, przeszłaby bez blokady – a nie każdy operator to robi.

Druga rzecz wyszła dopiero przy przeglądaniu nagrań. Plik z pełną listą, który pobiera router (domains_hosts.txt), ma przy każdej domenie adres strony ostrzegawczej CERT, ale adlist bierze tylko nazwę, a adres wyrzuca. Przed włączeniem filtra pojawiała się czerwona strona CERT i od razu było wiadomo, co się stało. Po włączeniu przeglądarka pokazuje „Ta witryna jest nieosiągalna – serwer odrzucił połączenie”, a człowiek myśli, że strona padła albo internet nie działa.

Ostrzeżenie zniknęło nie z winy operatora, tylko dlatego, że mój router odpowiedział pierwszy. Wymagania CERT na stronie Listy Ostrzeżeń mówią o odpowiedzi kierującej na stronę ostrzegawczą, a adlist tego nie potrafi.

Adlist w RouterOS odpowiada 0.0.0.0 – adres donikąd zamiast strony ostrzegawczej CERT

Kto kliknął: dziennik DNS, drugi router i pięć sposobów na historię

Teraz drugie pytanie z początku tekstu: jeśli ktoś w firmie kliknie w link z SMS-a, chcę wiedzieć, z którego urządzenia. Adlist ma tylko licznik trafień, bez informacji, kto pytał, więc dziennik zapytań trzeba włączyć osobno.

W dzienniku od razu były zapytania z adresu, który nie należał do mojego laptopa. Był to adres drugiego routera w domu, a laptop stoi dopiero za nim – ten sam problem co z operatorem, tylko piętro niżej. Dziennik prowadź więc tam, gdzie urządzenia dostają adresy, albo przełącz drugi router w tryb, w którym tylko przekazuje ruch.

Przy świeżej domenie z listy CERT widać w dzienniku, kto zapytał i o co, ale słowa „zablokowane” nie ma nigdzie. Przy zwykłej nazwie odpowiedź kończy się adresem, a tu jest pusta.

Po teście wyłączyłem dziennik. Siedzi on w pamięci routera, ma ograniczoną liczbę wierszy, a po restarcie nie zostaje z niego nic. To narzędzie „tu i teraz”, a nie historia.

Router potrafi jednak zapisywać dziennik na stałe albo wysyłać go dalej. W filmie wymieniam pięć możliwości, żadnej nie konfigurując.

Pierwsza: pamięć flash routera albo podłączony nośnik. To najprostsze, ale flash ma ograniczoną liczbę zapisów – mam przełącznik, którego pamięć przyjęła ich tyle, że wolałbym go oddać do utylizacji, niż odsprzedać.

Druga: The Dude, darmowe narzędzie MikroTika do pilnowania sieci, które przyjmuje też dzienniki z routerów.

Trzecia: syslog, czyli serwer dziennika na Linuksie. Zbiera wpisy z wielu urządzeń w jednym miejscu.

Czwarta: system, który dzienniki analizuje, na przykład Wazuh – wtedy blokada z listy CERT może od razu podnieść alarm.

Piąta: Pi-hole, który filtruje zamiast routera. Jako jedyny sam z siebie pamięta historię zapytań, bez osobnego serwera na dzienniki.

Router sam z siebie nie pamięta, kto pytał. Historię trzeba mu dołożyć.

Dziennik DNS na MikroTiku – kto pytał o domenę z listy CERT

Dwa filtry na jednej liście: operator i router

Router blokuje pełną listę CERT za około 12 MB pamięci, a procesor prawie tego nie zauważa. Router nie potrafi trzech rzeczy: pokazać strony ostrzegawczej CERT, sam z siebie zapamiętać, kto pytał, i zablokować subdomen. Oba filtry zestawiłem w tabeli. Kolumnę operatora sprawdzałem na domenach testowych – czy blokuje każdą domenę z listy, nie mierzyłem.

 DNS operatoraAdlist na routerze
Odpowiedź przy blokadzie adres strony ostrzegawczej CERT 0.0.0.0, adres donikąd
Wersja z „www” u mnie zatrzymał przepuścił
Kto pytał nie wie po włączeniu dziennika
Koszt – ok. 12 MB pamięci, procesor 0–1 %
Gdy ktoś ominie router nie działa nie działa

Ostatni wiersz sprawdziłem w przeglądarce Brave. Domyślnie pyta ona o nazwy ten serwer DNS, którego używa system – w moim domu router. Po włączeniu w ustawieniach szyfrowanego DNS u innego dostawcy przeglądarka pyta tego dostawcę bezpośrednio, a nie router: pytanie o domenę z listy nie trafiło ani do mojego filtra, ani do dziennika.

Ten dostawca też blokuje groźne strony, ale o blokadzie zadecydowało ustawienie przeglądarki, a nie ja. Jak sprawić, żeby każde urządzenie pytało Twój filtr, to temat na osobny odcinek.

Co zrobiłem u siebie? Po testach wyłączyłem filtr na domowym routerze. To moja decyzja dla mojego domu: operator filtruje listę CERT za mnie, a w domu nie muszę wiedzieć, kto kliknął. Operatora sprawdziłem jeszcze raz 1 listopada 2026 i nslookup znowu dał trzy adresy zaczynające się od 195.187.6.

Nie traktuj tego jako rady, że filtr na routerze jest zbędny. Filtr operatora działa tylko dla urządzeń, które pytają jego DNS, i nie powie Ci, który komputer kliknął. U innego operatora albo na innym łączu w firmie może go w ogóle nie być. W firmie bez odpowiedzi na pytanie „kto kliknął” trudno ustalić, co się stało.

Jeśli to nie Ty konfigurujesz: dwa pytania do informatyka

Jeśli prowadzisz firmę i nie konfigurujesz sieci samodzielnie, nie musisz znać poleceń RouterOS. Wystarczą dwa pytania, na które powinna paść konkretna odpowiedź, a nie „mamy filtr”.

„Czy nasza sieć blokuje domeny z listy ostrzeżeń CERT?” Dobra odpowiedź: router pobiera pełną listę, a nie gotowy plik; licznik nazw pokazuje ponad sto tysięcy; informatyk wie, czego router nie blokuje – na przykład wersji z „www”. Zła odpowiedź: „Wgrałem plik od CERT dla MikroTika” albo „Operator to blokuje, nie musimy nic robić”.

„A jeśli ktoś kliknie w taki link, czy będziesz w stanie mi powiedzieć, z którego komputera?” Dobra odpowiedź wskazuje konkretne miejsce, w którym zostaje dziennik zapytań – z adresem komputera, a nie drugiego routera. Zła odpowiedź: „Router liczy zablokowane strony” albo „Sprawdzę w logach, jak coś się stanie”.

Częste błędy i pułapki

Gotowy plik .rsc jako jedyna ochrona. To około 70 najnowszych domen z listy, na której wpis żyje pół roku, a u mnie plik nawet się nie zaimportował. Weź pełną listę przez adlist.

Sprawdzanie operatora po włączeniu filtra. Router odpowiada wtedy sam i nie zobaczysz, co robi operator. Sprawdź operatora przed włączeniem adlistu i zapisz wynik.

Branie końca pliku za najnowsze wpisy. Plik tekstowy z pełną listą (domains.txt) jest posortowany alfabetycznie, więc koniec pliku to koniec alfabetu. Domena z końca pliku wystarczy do sprawdzenia operatora, ale o świeżości wpisów nic nie mówi.

Domyślny limit 2 MB pamięci podręcznej. Lista CERT potrzebuje kilka razy więcej, a jeśli się nie zmieści, router nie wczyta jej całej. Ustaw limit z zapasem – CERT zaleca 50 MB.

Lista wgrana raz, bez odświeżania. Lista żyje: już po 5 minutach licznik nazw był inny. Skrypt z harmonogramem co 5 minut to część konfiguracji, a nie dodatek.

Założenie, że adlist blokuje też „www”. Blokuje tylko dokładną nazwę. U mnie wersję z „www” zatrzymał dopiero operator, a bez jego filtra przeszłaby.

Szukanie w dzienniku słowa „zablokowane”. Takiego słowa nie ma, bo blokada to odpowiedź bez adresu. Do tego dziennik w pamięci routera znika po restarcie, więc nie jest historią.

Dziennik na głównym routerze, gdy za nim stoi drugi router. Zobaczysz tylko adres drugiego routera. Prowadź dziennik tam, gdzie urządzenia dostają adresy, albo przełącz drugi router w tryb samego przekazywania ruchu.

FAQ — najczęściej zadawane pytania

Co to jest adlist w MikroTiku i od której wersji RouterOS działa?

To funkcja wbudowana w RouterOS od wersji 7.15. Router sam pobiera plik z listą domen i na pytania o nie odpowiada adresem donikąd, czyli 0.0.0.0. Nazwa pochodzi od blokowania reklam, ale lista może być dowolna – także Lista Ostrzeżeń CERT.

Co jest na Liście Ostrzeżeń CERT Polska?

Domeny wyłudzające dane, fałszywe sklepy i fałszywe inwestycje. CERT dopisuje je przez cały dzień, a wpis żyje na liście pół roku. W dniu nagrania, 12 października 2026, lista miała ponad 126 tysięcy nazw.

Który plik z hole.cert.pl wybrać dla MikroTika?

Do adlistu weź domains_hosts.txt – pełną listę, w której przy każdej domenie jest adres strony ostrzegawczej; tak robi instrukcja CERT. Gotowy plik domains_mikrotik.rsc to tylko około 70 najnowszych domen i instrukcja go nie używa. Plik domains.txt – jedna domena w wierszu, alfabetycznie – przydaje się do sprawdzenia operatora.

Jak sprawdzić, czy operator blokuje strony z listy CERT?

Otwórz w przeglądarce hole.cert.pl/domains/v2/domains.txt, skopiuj ostatnią domenę i wpisz w terminalu nslookup z tą domeną. Adres zaczynający się od 195.187.6 oznacza, że operator filtruje listę, inny adres – że nie filtruje, a brak adresu – że trzeba wziąć inną domenę. Zrób to przed włączeniem filtra na routerze.

Dlaczego import domains_mikrotik.rsc kończy się błędem „bad command name add”?

U mnie router zgłosił „bad command name add (line 2 column 1)” przy pierwszym poleceniu i niczego nie dopisał, bo w pliku brakuje linijki, która mówi, czego polecenia dotyczą. Nawet poprawnie wgrany plik to tylko kilkadziesiąt najnowszych domen. Instrukcja CERT dla MikroTika w ogóle go nie używa i stawia na pełną listę w adliście.

Dlaczego adlist nie blokuje „www” przed domeną z listy?

Adlist blokuje tylko dokładną nazwę, a „www” to subdomena, czyli dla filtra inna nazwa. Dokumentacja MikroTika mówi to wprost. W moim teście wersję z „www” zatrzymał dopiero operator.

Dlaczego zamiast strony CERT widzę „Ta witryna jest nieosiągalna”?

Bo adlist odpowiada adresem 0.0.0.0 i wyrzuca adres strony ostrzegawczej, który CERT podaje w pliku przy każdej domenie. Przeglądarka pokazuje błąd połączenia, a człowiek myśli, że internet nie działa. Wymagania CERT mówią o odpowiedzi kierującej na stronę ostrzegawczą.

Ile pamięci zajmuje lista CERT na MikroTiku?

W moim pomiarze z 12.10.2026 ubyło około 12 MB wolnej pamięci routera, a pamięć podręczna DNS urosła do około 9 MB. Obciążenie procesora wynosiło od zera do jednego procenta, a przy odświeżaniu na moment rosło do połowy. Limit pamięci podręcznej zostaw z zapasem – CERT zaleca 50 MB.

Czy odświeżanie listy co 5 minut zużywa pamięć flash routera?

W moim teście nie. Przez ponad dwie doby skrypt uruchomił się ponad 600 razy, a router zapisał do pamięci flash mniej niż przy pierwszym pobraniu listy, bo zapisuje ją raz.

MikroTik adlist czy Pi-hole?

Ten odcinek ich nie porównuje. Pi-hole działa na osobnym małym komputerze albo maszynie wirtualnej i od ręki pamięta, które urządzenie o co pytało, bez osobnego serwera na dzienniki. Czy da się w nim mieć stronę ostrzegawczą CERT razem z historią i czy zatrzyma wersję z „www”, sprawdzę w następnym odcinku.

Co dalej — film i kolejne odcinki

Cały test zobaczysz w odcinku na kanale: Lista CERT dla MikroTika ma 70 domen ze 126 tysięcy. Włączyłem pełną – adlist w RouterOS. W skrócie: gotowy plik dla MikroTika to około 70 domen z ostatnich godzin, a pełną listę bierze dopiero adlist, dostępny od RouterOS 7.15. Operator może już filtrować listę CERT, ale nie powie Ci, kto kliknął, więc w firmie nie zastąpi własnego filtra. Adlist blokuje tylko dokładne nazwy i odpowiada adresem 0.0.0.0, a lista żyje, więc router musi ją odświeżać co kilka minut.

Polecenia z wartościami z odcinka, procedurę krok po kroku, słownik pojęć i checklistę „5 pytań o filtr DNS w firmie” dla właściciela firmy znajdziesz w materiałach do odcinka na Patronite, już od 4 zł miesięcznie. Jest tam też sprawdzenie operatora jednym poleceniem.

W następnym odcinku ta sama lista, ta sama domena i Pi-hole. Sprawdzę, czy w jednym narzędziu da się mieć stronę ostrzegawczą CERT razem z historią „kto kliknął”, i czy Pi-hole zatrzyma wersję z „www”, którą router przepuścił. O routerze z tego testu przeczytasz więcej w artykule o internecie 5G dla firmy poza miastem, a o poprzednim odcinku z wątkiem NIS2 – w artykule o backupie SQL Servera na Proxmoxie.

Jeśli sieć i bezpieczeństwo od strony praktyka są Ci bliskie, subskrybuj kanał Praktycznie o informatyce. I napisz w komentarzu pod filmem, czy Twój operator też filtruje listę CERT.